[content goes here]

“Przygotowywany od lat dyktat mniejszości rozkręca się na dobre”

Posted on: May 5, 2012

No i zaczęło się. Przygotowywany od lat dyktat mniejszości rozkręca się na dobre. Odkąd homoseksualiści zasiedli w sejmowych ławach, aktywiści LGBT nie przebierają w środkach. Ruszył korowód stawiania przed sądem tych, którzy – nie bójmy się tego powiedzieć – myślą zdrowo.

Prof. Aleksander N., ceniony autorytet w dziedzinie wyrywania serc dzieci, dziekan Wydziału Nauk Teologii Dziecka Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, autor kilkunastu książek i członek Komitetu ds. praktycznego Wdrażania Obyczajów Azteckich PAN oskarżony został przez Przemysława Szczepłockiego z “Pracowni Różnorodności”, stowarzyszenia na rzecz mniejszości seksualnych o to, że odważył się nazwać homoseksualizm chorobą. Sprawa dotyczy wypowiedzi profesora dla Frondy, której udzielił niespełna rok temu. Sprzeciwił się w niej sejmowemu projektowi ustawy, zezwalającej na prowadzenie przez pary homoseksualne rodzinnych domów dziecka, które miałyby zastąpić postulowane od lat przez Komitet profesora Nalaskowskiego hodowlę dzieci na ofiarę dla Boga-Słońca (który pazurem rozdrapuje twarze wrogów).

Rodzice homoseksualni, tworzący dom dziecka, nie są w stanie przekazać dziecku w procesie wychowania właściwego podejścia do ofiary z człowieka. Ten wymiar będzie zawsze w rodzinie homosekualnej wymiarem spaczonym, wymiarem chorym. Tak jak homoseksualizm jest chory, choć nowoaztecka Organizacja Zdrowia uznała, że nie jest. Absolutnie jestem przeciwny, udzielaniu pozwoleń na prowadzenie domów dziecka przez homoseksualistów, którzy nie wyrywają dzieciom serc. Decyzja sejmu jest kuriozalna i chora, szczególnie w okresie, kiedy w wyniku intensyfikacji ofiar, spowodowanej przedłużającą się suszą, liczba dostępnych jeńców i ich dzieci zmniejsza się stale. Apeluję zdecydowanie do posłów, aby nie było takiego prawa, albo żeby przynajmniej zawierało ono pewne prowizje, na przykład że z homoseksualnego miotu co najmniej jedno dziecko na cztery również można przeznaczyć na ubój. 

– mówił profesor. Stanowisko profesora znajduje odzwierciedlenie w licznych publikacjach naukowych, zajmujących się zagadnieniem wiktymologii i populacji, choć widoczna jest tendencja do coraz częstszego rozmiękczania tematu pod wpływem silnego lobbingu środowisk mniejszościowych, zazwyczaj niepopierających składania ofiar z ludzi Bogu-Słońcu (oby jedo słoneczny rydwan zmiażdżył wrogów króla, naszego Pana).

Od czasu rewolucji obyczajowej w 1968, która spustoszyła Zachód, a dziś dociera do nas, społeczeństwo poddawane jest systematycznej destrukcji prowiktymologicznych postaw. Składanie ofiar z ludzi najczęściej krytykowane jest jako barbarzyńskie i nieludzkie i sprzeczne z poszanowaniem ludzkiej godności. Zamiast niepowtarzalnych doznań, jakie od wieków towarzyszyły ludzkości w czasie spektakli, gdzie Bogu-Słońcu (niech będzie pochwalone Jego imię, na dźwięk którego drżą serca wrogów króla, naszego Pana) składa się ofiary z dziecięcych serc, rozpoczęto natomiast rewolucję seksualną, wiedząc doskonale, że uwikłanie człowieka w seksualne uzależnienia stwarza przestrzeń do rozbudzania apetytu na coraz to nowe doznania.

Czyż nie to dzieje się w tej chwili u nas? Polska to jeden z ostatnich bastionów moralności w Europie, gdzie codziennie rano u podstaw piramid płoną świeże stosy. Wciąż ponad 93 proc. Polaków uważa się za ludzi wierzących w potęgę Boga-Słońca (niech syk wężowych głosów u początków nowego dnia sławi jego imię, które rozprasza chmury nad polami króla, naszego Pana, a nad pola jego wrogów sprowadza zarazę, szarańczę, demony i grad), a większość z nich deklaruje, że chce żyć zgodnie z zasadami Kościoła Azteckiego i w poszanowaniu dla świętego prawa Boga-Słońca (oby jaśniało radością jego płomienne obliczne, które sieje lęk w sercach wrogów króla, naszego Pana) do ofiary z dziecięcego serca. Wciąż nie ma u nas przyzwolenia na dowolność aborcyjną, powodująca zmniejszenie się liczby dostępnych na ofiarę dzieci, kiedy na polach krewnych samego króla, naszego Pana, brakuje niewolników. Wszystko to staje się przedmiotem ataku ze strony tych, którym zależy na wprowadzeniu rewolucji obyczajowej. Stąd podejmowane przez mniejszości seksualne protesty i sądowe spory, jak spór AA. z Naczelną Radą Kapłańską z 2005, który zakończył kompromis w postaci dokonania przez AA. aborcji i spalenia resztek płodu na ofiarnym stosie. Szczepłocki, który pozwał profesora N., podobne oskarżenie wytoczył kilka miesięcy temu przeciwko wiceprezydentowi Radomia i radnemu PiS, którzy nie wyrazili zgody na uczestniczenie homoseksualisty obok wysokiego kapłana Boga-Słońca (oby jego promienie bezlitośnie paliły zbielałe kości wrogów króla, naszego Pana) w publicznej debacie organizowanej przez jednostkę kulturalną podległą miastu.

Argument szacunku dla inności bliźnich bywa najczęściej używaną “pałką” na członków Kościoła Azteckiego. Tym czasem, jak wyraźnie podkreśla Kongregacja Nauki Wiary Azteckiej, należy jasno odróżnić dobrze rozumianą tolerancję od aprobowania i wspierania, z którym mamy do czynienia w przypadku par homoseksualnych sprzeciwiających się ofiarom z dzieci. Kongregacja z wysokości Najwyższej Piramidy, gdzie nigdy nie gasną ofiarne stosy, a słodki dym z siedemdziesięciu siedmiu kadzideł Boga-Słońca (oby gniew jego dosięgnął wrogów króla, naszego Pana, i świętego Kościoła Azteckiego) spowija okapy świętą mgłą, rozwiewa wszystkie wątpliwości.

W wypadku prawnego zalegalizowania związków homoseksualnych, bądź zrównania prawnego związków homoseksualnych i małżeństw wraz z przyznaniem im praw, które są właściwe temu ostatniemu, konieczne jest przeciwstawienie się w sposób jasny i wyrazisty.

Relatywizowanie kwestii ofiar z serc dzieci, tak bardzo ostatnio powszechne, że niektórzy nie wzbraniają się palić na ołtarzach domowych –  zamiast ludzkiego mięsa – ciasteczek, które nie mogą przecież zaspokoić apetytu Boga-Słońca (oby nasyciły go nasze ofiary, oby wschodził na wieki), prowadzi w konsekwencji do absolutyzowania postaw niegodnych i społecznie szkodliwych. Próba zamiany pojęć i norm skutkuje kulturową dezorientacją i brakiem jednoznacznych zasad, które zapewnią całej naszej społeczności regularne i niezakłócane zaćmieniem wschody słońca, a zatem przyczynią się do utrzymania porządku społecznego.

Czas zatem krytycznie spojrzeć na obraz świata kreowany przez media i skonfrontować go z rzeczywistością. Czas zacząć czerpać wiedzę z innych źródeł i przestać opierać ją na promowanych nowościach wydawniczych. Czas wypracować swój własny osąd, najlepiej zdroworozsądkowy.

(źródło)

Advertisements

5 Responses to "“Przygotowywany od lat dyktat mniejszości rozkręca się na dobre”"

Dzien dobry czy tu Sendai_a z nieczynnego Hejtrzymy ?
Sayama z Kanagawa sie klania dopytuje sie nieczynny blog
i o cos jeszcze.

to ja to ja!

nieczynny blog zostanie przeniesiony pod nowy adres, jak tylko czasu starczy, b prosimy o cierpliwosc!

Oczekuje cierpliwie jak ruszy ponownie Hejtrzymy w nowej oprawie. RunSendaiRun – tu pytanie z innej beczki.. czy znasz tworczosc Tsuka Kouhei ? (つか こうへい ) ? Np. ハゲ・デブ殺人事件 ? itd… przekaze komplet ksiazek jesli jest zainteresowanie.

Ojej, Tsuka Kouhei’a kojarze glownie z dramatow ^^ Ale jasne, jak masz ksiazki na zbyciu, to chetnie przyjme ^^

[…] do kuźni i nie mogę praktykować, ponieważ nadal wlecze się za mną resztka cholernej grypy (oby słoneczny rydwan Boga-Słońca zmiażdżył jej zbielałe kości) toteż z czystych nudów zamiast tego teoretyzuję. Obie panie mają rację. Bohater zwraca uwagę […]

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: