[content goes here]

Archive for October 2012

Ponieważ fakty i sprawdzanie dat to zajęcia dla studenciakow, tablic historycznych i ludzi nudnych, pozwolę sobie Międzynarodowy (albo Ogólnoświatowy? nie wiem, które lepiej brzmi) Dzień Stalkera wyznaczyć na dzisiaj.

Niech to będzie doskonała okazja, żeby zaapelować o niegrzebanie w moich śmieciach, rachunkach z księgarni (w których przyznaję się do niewiarygodnych zbrodni) i tym podobnych: wszyscy wiemy, że nie ma tam nic ciekawego, bo przecież jestem osobą absolutnie nieciekawą, prawda? A resztę, całą resztę, jaka może być, chętnie opowiem sama, nawet bez pytania, bo lubię mówić i mam piękny głos (w ramach robienia sobie przyjemności rozważałam nawet lekcje śpiewu, to znaczy dla mnie a nie ja komuś, ale chyba jednak całe życie bardziej chciałam być perkusistką – jedyne zajęcie, w którym można robić dużo hałasu, uderzając mocno w rzeczy i jeszcze cię za to chwalą! doskonałość; no ale): bardzo przyjemny alt, chociaż oczywiście potrafię również znakomicie piszczeć, jeśli okazja tego wymaga (piszczenie do koktajlowej sukienki, sympatyczny alt do marynarki, groźny kontralt do kraciastej koszuli i siedzenia w rozkroku, no ale:)  – wróćmy jednak do tematu, to znaczy niech ja wrócę, jestem tu tylko jedna (bardzo żałuję, że jestem tylko jedna, moja miłość własna w pewnym sensie pozostanie zawsze nieodwzajemniona) – wróćmy do tematu, który był taki – proszę spojrzeć na początek akapitu – który był taki, że chętnie powiem wszystko sama.

Moje ulubione podpaski to always albo libresse, takie różowe, nie pamiętam które, ale zawsze poznaję po pudełku (różowym). Mój szampon też jest różowy, wybrany po kolorze pudełka, nazwy firmy niestety nie pamiętam, bo jest dwuwyrazowa, chyba jakieś męskie nazwisko, albo w każdym razie nazwisko. Majtki dzisiaj mam na sobie białe, ale wczoraj miałam różowe, w odrobinę jaśniejszym odcieniu niż fuksja. Lubię różowe majtki.

Niedawno obcięłąm sobie włosy o genialnej stylistki, która ma na imię Jola, ale nie powiem nikomu, jak ma na nazwisko, bo potem będę musiała miesiąc dłużej czekać na wolny termin. Jola ma piękne włosy, mogłabym równie dobrze mieć włosy Joli. Paznokcie maluję następującymi kolorami: crazy about candies, midnight crawl, divine indigo i uh-oh roll down the window: żaden z nich nie jest różowy. Perfumy, których używam to Vanitas. Też nie są różowe.

Poczekam aż Britney Spears też zrobi sobie takie jak Lady Gaga.

Żeby nie trzeba było grzebać w moich śmieciach: dziś na obiad jadłam serek i pomidorka, a na kolację sałatkę warzywną. Zostało po tym bardzo mało śmieci, bo pomidorków nie obieram. Wzyrzucam tylko ogonek. Wczoraj nie pamiętam, co jadłam, być może nic, ale przedwczoraj udało mi się zrobić sobie jajko na śniadanie i byłam z siebie bardzo zadowolona. Nie mogę pić kawy po 16, bo pani doktor mi zabroniła, ale przedwczoraj znowu piłam po 19, dzisiaj za to spóźniłam się z ostatnią kawą tylko kwadrans, ale za to nalałam do niej za dużo syropu z płatków róż i prawie mnie zemdliło.

Sprzątam  codziennie, bo będę miała kotka, a jeśli chodzi o koszulki pełne papierów i teczki z jakimiś pozapisywanymi rzeczami, to okazuje się, że codziennie przychodzą mi do głowy nowe, lepsze sposoby na posortowanie wszystkiego według nowych, jeszcze efektywniej opracowanych zasad kategoryzatorskich.

Właśnie skończyłam opowiadania Virginii Woolf i bardzo mi się podobały, potem “Le Cadavre”, to o trupach, i Raymonda Queneau; teraz dokupię sobie na amazonie i doczytam wszystkie jego książki. Z Wartime Women zostało mi 15 stron, ale akurat nie mam strasznie ochoty w ogóle czytać po angielsku, wolałabym niemiecki, najlepiej Marxa, ale muszę sobie kupić, bo mnie oczy bolą od za małych literek na ekranach (na ekranach wszystkie literki są za małe). Zamówiłam jeszcze dwie książki w empiku, ale oczywiście jeszcze ich nie ma. Nie lubię empiku. Nie lubiłabym go nawet w różowych majtkach.

Wszystkie suplementy diety poukładałam sobie w ładnym pudełeczku z ptaszkiem i teraz mam wielki porządek. Na parapecie pędze własny kefir w litrowym słoiczku, na grzybkach które wcale nie są grzybkami, ale mimo to rosną. Więc niedługo będę miała dwa litrowe słoiczki.

Dziś do kąpieli pójdę z pamiętnikiem Romy Pałuckiej, jest strasznie fajny.

Poza tym, jestem zajęta byciem strasznie szczęśliwym człowiekiem. Nawet kiedy w nocy falanga biedronek git-falbana zakrada mi sie do łóżka – a jedna z nich w samobójczej misji robi dywersje dookoła żarówki, dywersję, która skończy się ostatnim samotnym skokiem na moje pudełko z niepotrzebnymi rzeczami – na którego rogach rozłożyłam lep na muchy, czarny; jak biedronki się złapią, będzie mi pasować do pościeli.

Advertisements