[content goes here]

***

Posted on: June 1, 2014

O trzeciej nad ranem myślę, że ktoś powinien wymyślić perfumy pachnące deszczem albo jakikolwiek sposób syntetyzowania tego zapachu wilgoci tak, żeby można go było zabierać ze sobą i wąchać, kiedy od tygodni jest sucho i nawet wieczór pachnie tylko resztkami słońca. Koty kłębią się na górze, na dole i obok, trwa codzienna poranna walka o to, kto dostąpi zaszczytu obudzenia człowieka z ręką podającą śniadanie.

O tej porze roku o wpół do czwartej zaczyna być już jasno.

Czytam Sebalda po kryjomu w łazience, żeby nie wydało się (przede mną), że znowu nie zrobiłam nic po południu. Przy Kajii Motojirou udaję, że tłumaczę fragmenty na angielski, żeby mieć wymówkę, chociaż tak naprawdę chodzi o to przecież, że gromadzi obok siebie rzeczy, których kolory, faktury, zapachy i gęstość wyjątkowo do siebie pasują (bursztynowe szkło butelki na wodę kolońską, kiseru, mydło, tytoń; suszone krewetki, suszone małe rybki, yuba).

Od tygodnia zastanawiam się, jak miałabym przejść od sklepu do domu, gdybym czuła tylko zapachy i wydaje mi się to strasznie proste: krzak z bardzo drobnymi różowymi kwiatkami, piwonie, biała chińska róża, krzak z różowymi kwiatami, krzak z białymi kwiatami, bzy, bzy, akacja, bzy, akacja, akacja, drzewa z brązowymi kiściami kwiatów, krzak który może jest osmantusem, akacja. Próbuję dowiedzieć się, jak się nazywa pierwszy krzak, ale nic z tego nie wychodzi, ma drobne, długie liście, trochę jak igły.

Mija kolejne leniwe popołudnie.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: