[content goes here]

Archive for September 2014

To oczywiście coś, co drażni mnie najbardziej: beztreściowy slogan. Można tak się przerzucać sloganami w nieskończoność, nie osiągając zupełnie niczego (może oprócz samozadowolenia? Chociaż trzeba patrzeć podejrzliwie na każdą osobę, która zadowolenie czerpie z rzucania sloganami) i nie zbliżając się ani krok do prawdy, która jest taka, że rzeczywistość jest skomplikowana (jedyny slogan, jaki mogę zaakceptować, oczywiście z pewnymi zastrzeżeniami).

Kiedy się zacznie uzupełniać slogan o szczegóły, niuanse, tło i uwarunkowania, zawsze i nieodmiennie okazuje się, że nie, wcale nie i po tysiąckroć nie.

Ludzie, którzy mówią, że czytanie jest fajne (albo ważne, albo wartością samą w sobie), zazwyczaj mają na myśli czytanie książek i jednocześnie ubolewają nad upadkiem czytelnictwa (cokolwiek by to nie miało być). Nie mam czasu na pisanie długiego elaboratu, wyczerpująco opisującego wszystkie zagadnienia związane ze zmniejszeniem się liczby osób, które deklarują, że czytały bądź kupiły książki; na to potrzeba by całej książki (albo kilku). Sądzę jednak, że warto zadać sobie kilka prostych pytań, zanim się odwoła do jednego z najstarszych ludzkich zwyczajów (pierwsze przykłady już w starożytnej literaturze sumeryjskiej): narzekania na upadek czasów.

Czy każda książka jest fajna i warto ją czytać tak samo? Czy wszystkie książki służą do tego samego? Czym się różni książka czytana dla rozrywki od książki czytanej dla zdobycia wiedzy? Czy wiedza książkowa jest całością wiedzy? Jak często korzysta się obecnie z przepisów na blogach a ile razy z książek kucharskich i czy faktycznie istnieją ważne różnice między blogami kulinarnymi a książkami kucharskim, które sprawiają, że to książki są bardziej wartościowe? Co to jest “tekst kultury”? Czy należy budować różnice na poziomie moralnym między mną, kiedy czytam dla rozrywki “Nowoczesność i Zagładę” a moją koleżanką, która dla rozrywki ogląda “Grę o tron”?

Czy wszystkie sposoby czytania są takie same i tyle samo warte? Czy wszystko czyta się w taki sam sposób? Dlaczego nie można powiedzieć, że czyta się gry komputerowe, nawet że czyta się je interaktywnie, jednocześnie tworząc, samemu wpływając w jakimś stopniu na treść pojawiającego się tekstu? Dlaczego nie można traktować gry komputerowej jako tekstu, jeśli dla mnie na przykład gra RPG nie różni się niczym od książki przygodowej: obie porzucam znudzona, kiedy wszystkie tajemnice się wyjaśniają i zostaje tylko do pokonania ostatni boss?

Co powoduje, że tekst cieszy się wśród sloganistów takimi przywilejami? Co z kulturą wizualną? W jaki sposób człowiek ma się nauczyć doceniać piękne przedmioty i artefakty należące do różnych dziedzin sztuki innych niż typografia poprzez oglądanie liter? Dlaczego druk ma mieć pozycję uprzywilejowaną, czemu te same słowa realizowane jako dźwięki albo dźwięki, którym towarzyszy również obraz, muszą być immanentnie gorsze?

Co z głosem i dźwiękiem? Co z uczestnictwem w przestrzeni trójwymiarowej? Czym się różni czytanie gazety od spaceru?

Myślę, że ja na swój własny użytek odpowiedziałam sobie na te pytania i byłoby czymś pożytecznym, gdyby inni też to zrobili.

Advertisements

Długo zastanawiałam się, jak najlepiej o tym mówić, ale w miarę upływu czasu coraz bardziej jestem pewna, że są ludzie i czyny, których nie można tak po prostu zapomnieć, którym trzeba wystawić pomnik, żeby mogły o nich i o ich imionach pamiętać przyszłe pokolenia. Oddaję głos Stanisławowi Piwowarczykowi:

“W nocy [Żydzi komuniści] wyrwali kłódkę z drzwi więziennych i wypuścili go [brata narratora] na wolność […] Gdy wysiedlili Żydów z miasteczka, przyszli do mnie jeszcze inni Żydzi, dwóch braci Sztrosberg z żoną jednego z nich, Wajnbaum z żoną i dzieckiem i narzeczona Szapse Racy, 3 siostry Cukier, komunistki, i brat Wajnbauma, Szymek z żoną. Wszyscy razem z moim bratem byli w skrytce, którą im urządziłem pod ziemią. Byli u mnie wszyscy przez rok, tj. do 2-go lutego 1943 roku. Wobec tego, że trudno było mojej rodzinie ich usługiwać i utrzymywać, czem rodzina była b. obciążona, mój brat postanowił wyjść ze schronu i zabrać ze sobą jeszcze 5 osób. Zabrał Szymka Wajnbauma, 3 siostry Cukier, żonę Szymka Wajnbauma. Udał się z nimi do mojej siostry Wojtasiewicz do wsi Stanosławice. Przyjęła wszystkich. Urządziła im dobry schron podziemny. Szymek Wajnbaum urządził tam nawet radio. Byli tam rok czasu, tj. do 31 stycznia 1944. Schron ich został wykryty przez NSZowców. Brat mój i reszta mieli broń. Nie mogąc ich sami z tego schronu wydobyć, nasłali do nich 11 granatowych policjantów. W tej chwili prowadzi się dochodzenie w Korczynie i Pińczowie przeciwko nim. Oni wykończyli tych Żydów razem z moim bratem. Siostra, obawiając się Gestapo, musiała po tym, jak ich wykończyli, uciekać ze wsi. Uciekła do mnie z mężem i dwojgiem dzieci. Musiałem dla niej urządzić osobny schron. (AŻIH 301/[brak numeru], cyt. za Tokarska-Bakir, “Okrzyki pogromowe”, podkreślenie moje)

Dlaczego ci bohaterowie z NSZ, którzy zdecydowali się kolaborować z okupacyjnymi nazistowskimi władzami tylko po to, żeby mieć pewność, że zginie sześcioro niewinnych ludzi, mieliby być zapomniani? Wystawmy im pomnik, z nazwiskami i imionami i nazwiskami i imionami ich ofiar, które bestialsko zamordowali, kiedy znikąd nie mogły oczekiwać pomocy. Chwała bohaterom!

uwielbiam czytać, jakie książki ludzie czytają, czuję się wtedy bardziej podglądaczką, niż gdybym ich widziała przy kąpieli (najbardziej intymny moment w ciągu dnia, jaki człowiek spędza ze swoim ciałem, w łazience bez okien, kiedy szum wody zagłusza wszystko co na zewnątrz łazienki i własne myśli). oczywiście dlatego też sama nie lubię mówić, zwłaszcza obcym ludziom, co przeczytałam, co lubię i co bolało, czuję się przecież, jakbym się rozbierała z kilku warstw skóry. ale w niektórych sprawach powinna obowiązywać wzajemność: kiedy ktoś stoi przed nami nagi, bez skóry, z mięśniami, żyłami i kośćmi na wierzchu.

1) Borges, bo na Borgesie wyrastał mój gust, w oparciu o Borgesa kształtowało się wszystko, co mi się podoba i co nie

2) Italo Calvino, zwłaszcza “Jeśli zimową nocą podróżny”, bo do tej pory pamiętam to przyjemne uczucie, kiedy każdy kolejny rozdział kończył się bez zakończenia, i “Opowieści kosmikomiczne”

3) “Siedem niesamowitych opowieści” Karen Blixen, najukochańska książka z dzieciństwa, do dziś, jak o niej myślę, widzę pleśniejących ludzi

4) Stanisław Lem, wszystko, nawet pilot Pirx, którego wszyscy hejterzą, biedaka

5) Margaret Atwood, “Blind Assassin”, oportunistyczna książka, która mnie we właściwym momencie zmontowała na nowo

6) Osaki Midori, wszystko (raptem jedna powieść i parę opowiadań), za coś tak pięknego że nie powinno istnieć, za najlepsze pisarstwo świata

7) Potockiego “Rękopis znaleziony w Saragossie”, który jest napisany, jak gdyby ukrywał jakąś tajemnicę, nadal, moim zdaniem, najlepsza powieść polska (znamienne: napisana po francusku, nigdy się nie znudzę powtarzaniem tego)

8) Niek Veldhuis za piękne i odkrywcze i nowe i cudowne pisanie o starożytności, które pokazuje, jak wiele więcej można jeszcze zrozumieć, nawet kiedy się myśli, że się rozumie

9) kobiety polskiej humanistyki, które potrafią pieknie i mądrze pisać w ekstremalnych miejscowych warunkach (w przypadkowej kolejności, Tokarska-Bakir, Umińska-Keff, Janicka, Ewa Domańska, Szwarcman-Czarnota, Prokop-Janiec, Joanna Lisek, Joanna Bednarek i mnóstwo innych, których akurat nie pamiętam w tej chwili, ale których książki, przeczytane i przetrawione, stoją na półkach tuż obok)

10) zastanawiałam się chwilę, co tu wstawić: czy jidyszowe, zapomniane poetki, czy “Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, czy Simona Singha, który był znajomym w obcym miejscu, czy Sarashina nikki, czy Osamu Dazai’a, więc, oszukując, kładę  ich tu wszystkich razem.