[content goes here]

rejestr rozczarowań

Posted on: January 29, 2015

Przechodziłam obok księgarni, gdzie niewielki ale strategicznie wyeksponowany napis głosił “Wydawnictwo Czarne -25% 31 stycznia!”, więc weszłam do środka i co prawda 31 stycznia nie był dzisiaj, ale kupiłam “Zapomniane słowa” i po wstępnej lekturze pierwszych circa 60 stron jeszcze w autobusie (kiedy nie kursują E, muszę się przesiadać, to kupa czasu), muszę uznać, że będzie to moje największe rozczarowanie czytelnicze roku 2015.

Dlaczego już w styczniu mogę to powiedzieć? Bo zazwyczaj czytam bardzo ostrożnie i tylko to, co wiem, że będzie dobre, a jeśli nie dobre, to na tyle pożyteczne czy potrzebne, że warto przecierpieć, a tym razem było tak: jakiś miesiąc temu minęłam się w tej samej księgarni z kobietą, która szukała tej właśnie książki, zapamiętałam tytuł i wydawnictwo i pomyślałam, tak, to może być dobra książka, więc kiedy dzisiaj leżała, wyzywająco i przy tym tuż obok moich rąk, nie przeglądając jej nawet, po prostu poszłam do kasy.

A wystarczyłoby rzucić okiem na te rzekomo zapomniane słowa albo na nazwiska, żeby wiedzieć, albo przynajmniej domyślać się, że nie wyniknie z tego nic dobrego. Ale przeczytam to do końca, i tak niewiele czytam po polsku, sporo z nazwisk autorów nic mi nie mówi, a z jakąś częścią nazwisk nie mam żadnych dobrych skojarzeń.

W każdym razie, na wysokości strony sześćdziesiątej, wydaje mi się, mogę śmiało powiedzieć: to jest kiepska książka, słowa wcale nie są zapomniane (z niewielkimi wyjątkami), artykuły zazwyczaj mają poziom popularnonaukowych tekstów z “Polityki”, więc jeśli komuś odpowiada takie pisanie, to będzie przeszczęśliwy; mnie po prostu nie.

W kolejności alfabetycznej!

Krzysztof Czyżewski, ancymonki – jak te wspomnienia praczki, które wczoraj przeczytałam w “Metrze”, przy czym wspomnienia praczki były znacznie ciekawsze

Michał Ogórek, archaizm – smętne narzekania starego (duchem) człowieka na upadek obyczajów, zły stan pamięci współczesnej młodzieży, etc., nudne mamlanie o polityce, co to w ogóle jest? Brrr

Ziemowit Szczerek, awanturnik – trochę znany mi skądś styl i cały czas miałam wrażenie, że już to gdzieś czytałam, ale w sumie OK

Ernest Bryll, azali, atoli, aliści – na początku moment lęku, czy aby nie będzie to obrzydliwa zachęta do mówienia aliści, ale okazało się, że przyjemna historyjka o języku miejscowym i własnym

Zbigniew Mentzel, bakelit – drażni wielokrotnie powtarzane słowo Murzyn, które dominuje całą opowieść, poza tym słowem nic z niej nie pamiętam

Stanisław Bereś, beresić – pierwsze słowo, którego naprawdę nie znałam, bardzo dobrze, pomyślałam sobie, ale wkrótce okazało się, że nie, że źle. Bereś pisze w taki popękany sposób, którego nie umiem dobrze opisać, ale który powoduje u czytelniczki dziwne wrażenie rozdwojenia: raz ekscentryczności krewnych są opisane faktycznie jak w jakiejś Historii i jest dość zabawnie i w porządku; potem znowu wcina się dziwny realizm, tak że brzmią już tylko przerażająco i abnormalnie i czytelniczka nie raz, nie dwa pomyślała sobie, a gdzie była opieka społeczna? Ale może to tylko ja (chociaż nie sądzę)

Bohdan Zadura, bonie dydy – tutaj znowu słowo “cycki” zdominowało całą opowieść, powtórzone tak wiele razy, że nic innego nie zdołałam zapamiętać

Joanna Szczepkowska, bonie dydy – było tak źle, że po przeczytaniu Szczepkowskiej pomyślałam sobie, że to chyba będzie najlepszy tekst w całej antologii. Nie był, ale na pewno był najlepszy do tego momentu

Karol Modzelewski, braterstwo – 100% felietonu do “Polityki”, gdybym znowu była licealistką, pewnie by mi się podobało

Leszek Szaruga, buchadło – prawie ładne

Ewa Kuryluk, bumelant – OK

Jacek Kleyff, buzdygan – nie wiem, silne wrażenie anegdotki wujaszka przy obiedzie niedzielnym; może za bardzo nie znoszę wujaszków przy obiadach niedzielnych i nie umiem docenić

Sylwia Chutnik, charakterność – chciałam lubić, ale nie mogę, nic w tym nie ma

Magdalena Środa, cnota – Środa pisze chyba za dużo felietonów, żeby móc napisać dobrze cokolwiek innego, nie wiem, czy to szkoda czy nie

Małgorzata Szejnert, czuczeło – bardzo, bardzo ładne i słowo czuczeło też ładne i z pewnością dokonam czynnego wysiłku, żeby przemycić je do codziennej konwersacji (“Gdzie jest ta figurka Gudei?”, “Która, ta siedząca?”, “No ten falsyfikat, gdzie wygląda jak czuczeło”)

Katarzyna Kłosińska, dezabil – ludzie, którzy narzekają na upadek obyczajów i współczesną młodzież, zasługują wyłącznie na pogardliwe prychnięcie

Filip Springer, dukt – bardzo ładne, czytałabym więcej

Magdalena Grochowska, dusza – to mnie z kolei strasznie rozbawiło, zapewne niezgodnie z zamierzeniem autorki. Chciałabym napisać czemu, ale brakuje mi dobrego określenia na alarmistyczno-sensacjonalistyczne biadanie nad upadkiem współczesnej młodzieży i powszechne odczłowieczenie (słowo którego nie ma, rozseksualizowanie, samo się prosiło, żeby zostać dopisane, ale nie, nie tu jego miejsce, na razie)

Wojciech Młynarski, facecjonista – pogardliwe prychnięcie numer III

Angelika Kuźniak, flota – bardzo ładne, w ogóle lubię słowo flota i sama trochę żałuję, że się go już zbytnio nie używa, może jakieś hipstery podchwycą

Hanna Samson, garsoniera – ładne, może być

Andrzej Stasiuk, gumno – ładne słowo, ładny tekst

Joanna Bator, gwiazdopatrznia – nic ciekawego, typowe nudy, myślałam sobie, aż dotarłam do zdania z Japończykami jak kwiat do kożucha: “W gwiazdopatrzni doznajemy uczucia słodko-gorzkiej melancholii wobec piękna i jego nieuchronnego przemijania, niczym Japończycy, znający się na tym jak nikt inny, podczas tsukimi, kontemplacji Księżyca”. Haha, haha, haha, trzy metry bieżące pogardy, jak dorosła, szczepiona kobieta może napisać coś takiego, no jak? (W pierogarni doznajemy uczucia słodko-słoninnej melancholii wobec skwarek i ich nieuchronnego przemijania, niczym Polacy, znający się na pierogach z kapustą i grzybami jak nikt inny, podczas Wigilii, kontemplacji narodzin Zbawiciela)

Marek Zaleski, harmider – czuję, że ten tekst jest pełen kłamstw. Harmiderowi daleko do zapomnienia i martwoty, każdy, kto czytał o palcie Inki, doskonale pamięta słowa na h: hur, harmider, hałas, cały zestaw razem

I resztę też na pewno złośliwie (albo nie, ale bądźmy szczerzy) skomentuję, jak skończę, a skończę, bo strasznie jestem zła, że w ogóle zaczęłam to czytać.

 

 

Advertisements

4 Responses to "rejestr rozczarowań"

A przecież po samej okładce powinno tknąć ostrzegawczo.

To prawda. Nic nie mam na swoją obronę.

Swoją drogą interesujące, połowa z tych słów występuje w pierwszej lepszej powieści Chmielewskiej, jakim cudem mogą być zapomniane?

To jest właśnie kłamstwo założycielskie tej książki, znakomita większość słów wcale nie jest zapomniana.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: