[content goes here]

Nic tu nie jest wegetariańskie

Posted on: January 4, 2016

Miałam nigdy więcej nie pisać nic o polityce, bo to nudne, ale ostatnio wydarzenia (czy to są wydarzenia? czemu ja mam wrażenie, że w ogóle nic się nie stało?) gazetowo-telewizyjne to nieustająca procesja absurdów, pochód ero-guro-nansensu, cztery wysokie modystki kręcące na zapleczu gabinetu dentystycznego eksperymentalny pornos z udziałem mrówek, siedemnaście lesbijek pochylonych nad garnkiem z marmoladą z ogonów wołowych, farmer, który postanawia zostać owczarkiem i zająć się wypasaniem kotów na swetry w Nowej Zelandii, sprytna złodziejka klejnotów przebrana za wegańską aktywistkę, zlizująca z kącika ust okruszki świńskich uszek w soli, z octem.

Przynajmniej tak to wygląda z mojego punktu widzenia. Mocne osadzenie w pierwszym tysiącleciu przed naszą erą pozwala na zachowanie odpowiedniej perspektywy.

Ostatni wybryk jednego z polityków (co za śmieszny zawód!) z nazwiskiem na W., którego nadal nie mogę zapamiętać (niedługo i tak się z kimś pokłóci i go usuną, szkoda mojego czasu), wyrzucił z siebie pociski rasizmu i głupoty, przypominające nam, gdzie jesteśmy, ustawiające nas na miejscu.

Tu, gdzie mieszkamy, nic nie jest wegetariańskie. Chusteczki do nosa i papier toaletowy nasączane są aromatem słoniny, żeby o narodowym przeznaczeniu nie można było zapomnieć nawet w trakcie wypróżniania nosa. Prawdziwe polskie dziewczyny przyozdabiają się w naszyjniki z półtuszek i flaków, a policzki malują różem ze świńskiej krwi. W złote jak pszenica warkocze wplatają wyschnięte i niedoczyszczone ścięgna. Mięsna suknia Lady Gagi to danie niemal wegańskie w porównaniu z modą współczesnych narodowych słowianek.

W nie tak odległej Germanii istnieje może coś takiego jak chatki z pierniczków, ale tradycyjne polskie domostwo wznieść można tylko na rozstajach, gdzie uprzednio zakopano ciała pokonanych wrogów, a główny filar konstrukcji nośnej sporządza się z olbrzymiej kurzej nóżki.

Wszystkie zwierzęta domowe zostają w końcu zjedzone: krowy na surowo, rozrywane potężną siłą męskich słowiańskich szczęk; szczupaki w zalewie octowej; tylko gołębie miejscowi nadziewają na sztachety, kiedy chcą od święta witać gości. Z rybich oczek robi się paciorki na wymianę z tajemniczym plemieniem Inspektorów Unijnych, którzy za tę podejrzanej wartości biżuterię płacą ogromne pieniądze w autostradach i dotacjach strukturalnych. W rzekach płynie czysta wódka, która nigdy nie zamarza, spoconym męskim ramionom przyświeca słońce, Jezus patrzy z nieba i wszystko na tym świecie jest w porządku.

A mieszanie ras dopuszczalne jest tylko w parówkach. A mieszanie kultur – tylko w jogurcie.

 

*

[trzeci odcinek Hamao Shirou pisze się nieprzerwanie]

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: