[content goes here]

Fanfik 4 (Czarna P O L E W K A)

Posted on: January 25, 2017

Zazwyczaj nie odzywam się wiele w domu: oni wszyscy jakoś robią ze mnie z powrotem sześcioletnie, nieśmiałe dziecko: zakrzyczane przez dorosłych, którzy odebrali mu ulubiony sweterek i zabronili obcinać włosy. Cała się w sobie kurczę, ręce mi drżą, owijam się szczelniej swetrem i jak w kokonie odliczam w nim minuty do wyjścia na zewnątrz, na wolność.

Ale w końcu są też takie sytuacje, że kobieta musi postawić na swoim.

Sandra przychodziła do mnie już wcześniej, ale zawsze tylko jako koleżanka. Mama zadowalała się takim wyjaśnieniem, a tatę chyba niewiele prócz jakiejś średniowiecznie pojmowanej starożytności nie obchodziło. Ale za pół roku miałyśmy razem przeprowadzić się na Cypr, gdzie przyjęli mnie na wykopaliska, a potem Sandra zaczynała staż w Birmingham. Chciałam, żeby oni wszyscy przynajmniej wiedzieli, co się będzie ze mną działo.

***

W końcu powiedziałam im wszystko, jak przez sen i nadal trochę nie wierzę, że to w ogóle do nich d o t a r ł o. Mama zacisnęła usta, ale tata najpierw tylko się zaciekawił.
– I czym się zajmuje ta twoja k o l e ż a n k a?
– Narzeczona, tato. Językami starożytnymi.
– Hm, hm. Czyżby przypadkiem, droga moja Natalio, jak stary twój ojciec i schorowany, królową literatur i mową poetów o twardym, choć nie nieubłaganym rytmie sentencji, piękną lingua latina pulcherrima?
– Nie. Przede wszystkim akadyjskim, amoryckim i epigraficznym zachodniosemickim.
– Hm! Osobiście powątpiewam, aby interesująca literatura mogła istnieć przed Homerem.
– Sandra bada język, tato. Gramatykę.
– Czymże są słowa bez poety, który z nich exegit monumentum?

Ale wtedy już nic nie powiedziałam, tylko spojrzałam na mamę, która siedziała dalej przy stole z zaciśniętymi ustami, a potem na Gabę, która zapytała łamiącym się głosem o dzieci i wnuki, na co odpowiedziałam jej, że przecież ona dysponuje radosną rozszczebiotaną dwójką, wobec czego mama spojrzała na mnie karcąco i zapytała, czy muszę przypominać siostrze o jej największej życiowej porażce, a wtedy Ida zauważyła, że nie jest pewna, czy dzieci wiedzą już o sobie, że są częścią życiowej porażki swojej matki i czy powinna im o tym opowiedzieć ze szczegółami, na co mama zaperzyła się i podniosła głos, Gabrysia spojrzała na nie z rozpaczą, a ja po cichu wyszłam do zielonego pokoju, czytać dzieciom wiersze Sylvii Plath. Niech wiedzą, co je czeka.

Tak to jest w rodzinie.

***

Sandra została uprzedzona, czego może się spodziewać, ja też uprzedzałam samą siebie przez cztery wieczory z rzędu. Tata od rana miał jakiś dziwny błysk w oku, a mama uśmiechała się tajemniczo. Mama rzadko miewała powody do radości, więc jej dobry nastrój zawsze wprowadzał jakiś niepokój.

Dopiero przy obiedzie zrozumiałam, o co im chodziło.

– Nie masz, dziecko moje drogie, ochoty na odrobinę rosołku? – zapytał tata.
– Och, bardzo przepraszam – odpowiedziała Sandra. – Jestem wegetarianką.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: