[content goes here]

Pościg

Posted on: March 30, 2017

Wschodnie krainy nawiedziła okropna potwora: blada jak papier, cuchnąca jak piwnica i okrutna jak upał latem, a żywiła się książkami. Nie przebierała w słowach, kryminały tak samo jak Homer chrupały w żelaznym uścisku jej szczęk, “Romans o róży” ginął w przepastnej gardzieli przyprawiony poezją futurystyczną i Małgorzatą Musierowicz, potworne zębiska na identycznie maleńkie kawałki rozdrabniały “Palę Paryż”, “Obłok w spodniach”, “Wykorzenioną” i “Trędowatą”. Świat zalewała ogromna masa makulaturowej miazgi, “Cyberiada” podłączała do prądu “Lewą rękę ciemności”, Sherlock Holmes przechodził przez żwacz ramię w ramię z Albertyną, uczniem czarnoksiężnika i Lancelotem. Na końcu ich drogi czekał tylko kwas.

Czarownice bezradnie wzruszały ramionami, magowie dyskretnie oddalili się w stronę swojego uniwersytetu, pan Twardowski podjął pośpieszną decyzję o powrocie na Księżyc. W Towarzystwie Alchemiczny zapanował popłoch i tylko w piwnicy czeladnicy gorączkowo próbowali przemienić papier w ołów. Smoczyca krakowska jedynie parsknęła dymem w stronę szwaczek, które przyszły poprosić ją o pomoc, i przewróciła się na drugi bok na swojej górze klejnotów. Skrybowie prowadzili tymczasem powolną ewakuację najcenniejszych manuskryptów drogą rzeczną do Timbuktu.

W trakcie pożerania bibliotek potwora szczególnie upodobała sobie literaturę feministyczną. Równouprawnienie? – mówiła – nie rozśmieszajcie mnie. Kto wniesie wam pralkę, lodówkę i zmywarkę na szóste piętro? Winda jest kobietą? Sama jesteś kobietą, bezczelna dziewucho, nie rozumiesz, że mężczyźni mogą poczuć się wykluczeni? Podaj mi lepiej tamtą Cisoux, zanim odgryzę twoją rękę zamiast strony tytułowej. A jestem przekonana, że i tak byłaby niesmaczna. No, szybko! Płacę, to wymagam!

Narady w sprawie pilnego rozwiązania kwestii potwory nie ustawały, ale im więcej mówiono, tym mniej udawało się ustalić. Jedynie Hieronymus Korneliusz Brosz, bystry bibliotekarz, i jego piękna młodsza siostra, Calypso, nazwana tak nie na cześć bohaterki Odysei, ale epizodu Ulissesa, podstępnie obmyśliły, by karmić potworę zwykłą starą makulaturą, papierem toaletowym i kartkami, zadrukowanymi specjalnie na tę okazję przypadkowymi szeregami znaków.

Mlaskanie i ciamkanie potwory zbudziło ze snu leniwą Jaszczurkę, która co prawda nie miała w zwyczaju pracować za darmo, ani tym bardziej przed południem, ale teraz jak szczur uciekający z tonącego statku poczuła groźbę wiszącą nad jej kolekcją stu pięćdziesięciu wydań Tysiąca i jednej nocy. Jaszczurka zasyczała gniewnie i wyciągnęła swój stary podręcznik do czarnej magii.

Siedem dni i siedem nocy później wyszła z łóżka (tam bowiem znajdowało się jej ulubione miejsce pracy) w dresie, zionąc ogniem i plując trucizną, otoczona czarną chmurą nienawiści.

– Wyjdź, potworo! – zawołała ze złością.

I potwora wyszła. Ale niejedną książkę zdążyła już pożreć, więc nie dała wziąć się z zaskoczenia. Rzuciła za siebie butelkę wody, która rozlała się przed Jaszczurką, tworząc morze.

– Też coś! – powiedziała Jaszczurka. – nie boję się twojego atramentu!

I faktycznie: granatowa toń stawała się coraz ciemniejsza, coraz mniej wzburzona, aż w końcu zamknęła się w kałamarzu, którego zawartość Jaszczurka łapczywie wypiła.

Kiedy ponownie ruszyła śladem potwory, ta rzuciła za siebie grzebień, z którego wyrosło dziewiętnaście wysokich, skalistych gór.

– Też coś! – powiedziała Jaszczurka. – Jadłam większe torty!

I rzeczywiście: dziewiętnaście gór zaczęło się kurczyć i prostować, mięknąć i pachnieć wanilią. Po chwili Jaszczurka przeżuwała ciasto czekoladowe z płatkami owsianymi, próbując jednocześnie biec i nie udławić się.

Ale potwora nie dawała za wygraną. Rzuciła za siebie swój wełniany szal, który natychmiast rozrósł się w szeroką, gorącą pustynię.

– Też coś! – powiedziała Jaszczurka. – Nie z takimi naleśnikami miałam do czynienia!

I już w trakcie, gdy to mówiła, żółtość piasku zmieniała się w rumianość ciasta, a sypkość i ziarnistość wydmowego pyłu w delikatną miękkość cukru pudru.

Jeszcze z okruszkami w kąciku ust Jaszczurka ruszyła w dalszy pościg. Widząc, że zbliża się coraz bardziej i bardziej, potwora wyrwała sobie z trzy włoski zza lewego ucha i rzuciła je za siebie: te zaś zakorzeniły się w ziemi i wyrosły w ogromną, nieprzebytą puszczę.

– Też coś! – powiedziała Jaszczurka. – Jem kiełki, bo są zdrowe!

I faktycznie: zanim jeszcze skończyła mówić, las zwiotczał, zachrobotał i zrzucił korę, gałęzie i ściółkę, a na jego miejscu znalazło się małe pudełeczko z kiełkami fasolki, które Jaszczurka z zadowoleniem zaczęła przeżuwać, bo wiedziała, że potwora nie ma się już jak bronić.

I rzeczywiście: Jaszczurka nie zdążyła nawet zrobić porządnego rozbiegu, gdy na horyzoncie pojawił się najpierw ogon potwory, potem kurz, który wzbijała swoimi jedenastoma tylnymi łapami i siedmioma przednimi, a wreszcie zarys baranich rogów, które wyrastały z jej lwiego pyska.

– A teraz zjem ciebie! – powiedziała zdecydowanie Jaszczurka i przyśpieszyła kroku, a po chwili ogon potwory był już w zasięgu jej ręki, a miękkie podbrzusze w zasięgu jej kłów, które przez siedem dni i siedem nocy hodowała za pomocą czarnej magii.

I to by było na tyle. Mówią jeszcze, że potem przez całe lata Jaszczurce odbijało się czasem perską poezją dworską, a czasem wierszami Tuwima, ale poza tym nic jej nie dolegało, a kolekcja stu siedemdziesięciu wydań Tysiąca i jednej nocy stale się rozrastała. Sprytny bibliotekarz, Hieronymus Korneliusz Brosz, wyruszył w podróż po Amazonii, a jego piękna młodsza siostra została menadżerką Towarzystwa Alchemików.

Wszyscy żyli długo i szczęśliwie, a Paryż w końcu spłonął.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: