[content goes here]

Posts Tagged ‘baśnie

W mieście Poildecarotte domy i pałace wyrastają głębią traw i trzcin aż po same niebo. Po ulicach ze ślimaczych muszelek spacerują powoli syreny: pół-kobiety, pół-rowery ze złotymi przerzutkami powiewającymi na wietrze i włosami zaplecionymi w warkocze stalowych żyłek. W cieniu dorastających dziewcząt kwitną kwiaty paproci, a taksówki z porcelany przyjeżdżają raz na sto lat.

 

Khatun nie wierzyła w żadną opowieść Marietty, zwłaszcza te o miastach wydawały się jej podejrzane. Pałace nie wyrastają z piasków pustyni, mówiła, khatun, pałace to nie kamienie, skorpiony i węże. Czy Marietta nie zechce przejrzeć archiwów z listami zakupów, planów i wypłat dla rzemieślników z czasów, kiedy pradziadek khatun budował w oazie miasto? Kancelaria chętnie przygotuje wszystko do dyspozycji Marietty w dwóch skromnych pokojach, nie większych niż pastwisko, na którym wezyr wypasa swoje wielbłądy.

 

Ale Marietta zawsze odmawiała.

 

W Persimonie, starożytnej metropoli nad brzegiem Adriatyku, ponurzy bladzi niewolnicy zbudowali dla swojego króla-kapłana ogromny grób w kształcie labiryntu z siedemdziesięcioma siedmioma piramidami z grabowego drewna w środku. Te z kolei otoczyli dwunastoma bramami, które nazwali kolejno od czterech stron świata, Słońca, Księżyca i Talii Aquiliny, która przechytrzyła weneckiego dożę. Wszystkie sklepy w Persimonie służyły albo zaopatrzeniu kompleksu grobowego w odpowiednie ofiary, aby duch króla-kapłana nie powracał, rozgniewany, z zaświatów, albo wykarmieniu rzeszy niewolników, mnichów i sługów świątynnych, którzy nosili kosze świętych krokusów, pachnących mirtów i mięsa czarnych owiec na centralny dziedziniec, gdzie duch króla-kapłana mógł cieszyć się odżywczym dymem wonnych darów. Całą aktywność i przedsiębiorczość mieszkańców Persimony podporządkowano jedynemu świętemu celowi.

 

Khatun mówiła Marietcie, że taki model ekonomiczny nie ma szans przetrwać dłużej niż parę dziesięcioleci, a niemądrzy obywatele Persimony lepiej by uczynili, wkładając swój ogromny wysiłek w budowę kanałów irygacyjnych, które mogłyby zapewnić bogactwo i powodzenie ich dzieciom, a potem dzieciom ich wnuków. Czy Marietta nie miałaby chęci przyjrzeć się budowie skomplikowanych mechanizmów nawadniających, jakie khatun rozkazała przeprowadzić na przedmieściach stolicy? Za pięć lat zapowiadają się naprawdę obfite żniwa.

 

Ale Marietta odmawiała z uśmiechem i obejmowała khatun wątłymi, bladymi ramionami.

Spośród piasków pustyni wyrastało złote miasto na dziesięciu tysiącach latających dywanów.  

Advertisements
Tags: