[content goes here]

Posts Tagged ‘nuda

W “Powszechnej historii nikczemności” Borgesa

[która jest pod wieloma względami dziełem bardzo młodzieńczym i, jak sądzę, odkąd skończyłam lat piętnaście, chociaż wtedy jeszcze nie miałam na to słowa, protohipsterskim, znacznie bardziej niż chociażby de Quincey]

jest gdzieś na początku takie zdanie, którego oczywiście nie pamiętam dobrze, a jestem zdecydowanie zbyt leniwa,

[gdyby Borges pisał o grzechu lenistwa, mógłby opisać Sendai (lat trzydzieści-ileś), tak gnuśną i rozlazłą, że żeby nie czyścić kawiarki z fusów, na co dzień zadowala się kawą 2 w 1, na którą pieszczotliwie woła plujka; w wolnych chwilach rozważa możliwość wytresowania kotów, żeby włączały czajnik i nalewały do kubka wrzątek]

żeby szukać teraz na półce książki, ale pamiętam to co jest najważniejsze: pamiętam jego rytm po polsku, to coś jak

w pacym słońcu chilijskich kopalni złota

ale na pewno inaczej. Do tego zdania mam ogromny sentyment: to zdanie idealne w pewnym rodzaju bardzo barokowego stylu, który (tak mi się wydaje) bardzo podoba się w pewnym momencie młodym ludziom. Było dla mnie jak linijka, od której się odmierza teksty, z tym oczywiście wyjątkiem, że wiadomo było od początku, że litery nie są jak maźnięcia ołówkiem i nie da się ich tak prosto od linijki odrysować. Na szczęście nigdy nie miałam ambicji, żeby ładnie pisać, najwyżej śmiesznie: lubię ograniczać się do rzeczy, które mi wychodzą dobrze za pierwszym razem (patrz powyżej).

Wszystko to mówię, żeby wytłumaczyć, dlaczego to zdanie powtarzam sobie to zdanie co jakiś czas jako formę przywołania do porządku (ogólnie). No i dzisiaj siedziałam znudzona pracą, znudzona czytaniem, znudzona wychodzeniem z domu, zakupami, sprzątaniem, kupowaniem natki w warzywniaku, tłumaczeniem, uczeniem się hebrajskiego, egzaminami, uniwersytetem i wszystkim, i mówię sobie: w palącym piekle chilijskich kopalni cukru.

Tak dzisiaj było.

Wobec czego na kolejny odcinek Hamao Shirou przyjdzie jeszcze troszkę poczekać.

Advertisements